Gdzieś w odległej przestrzeni
międzygalaktycznej, znajdowała się planeta, zasiedlona przez niewyobrażalne złe
moce. Przesiąknięta do szpiku złymi emocjami, na zesłaniu od wielu tysięcy lat,
znajdowała się tam Metalia. W średniowiecznym Srebrnym Millenium była ona
królową Ziemi. Kontakty między nią a Księżycowym Pałacem nie układały się
jednak pomyślnie. Zazdrościła mieszkańcom Księżyca ich długowieczności i oraz
tego, iż rządzili cała galaktyką. Było to dla niej bardzo niesprawiedliwe –
dlaczego to oni, a nie my, zostali obdarzeni tym zaszczytem? Przecież Księżyc
to tak małe, nic nieznaczące ciało niebieskie! Jałowe pustkowie, sztucznie
podtrzymujące wszystkie istoty żywe przy życiu – to nie tak powinno wyglądać!
Rebelia, którą wtedy przeprowadziła, zapisała się w historii na długo. Wiele
istnień straciło swoje życie w tej wojnie. Kronos – władca czasu i wrót
międzyplanetarnych – wraz z prababcią księżniczki Serenity, skutecznie
unicestwił Metalię – nie zabijając jej jednak, lecz wyrzucając daleko poza
Układ Słoneczny, na planecie, którą zapieczętował silnymi zaklęciami. Wtedy też
powstały słynne wrota czasu, nad którymi Kronos powierzył opiekę swojej córce-
czarodziejce z Plutona. Wewnętrzny Układ Słoneczny został objęty dodatkową
ochroną przez Saturna, Urana, Neptuna i Plutona. Kronos nie przewidział jednak
pewnej luki, przez którą zły duch Metali miał szanse wyrwać się kiedyś ze
swojego więzienia. Tą luką byli potomkowie Metalii, którzy zostali na Ziemi.
Sami nie zdawali sobie z tego sprawy – ich pamięć została usunięta, a oni sami
wmieszani między ludzi – lecz silne emocje nawet po tak wielu latach, zostawiły
trwałą więź między nimi i ich przodkiem. Rozpacz Beryl, spowodowana otrąceniem
jej uczuć przez Endymiona, było najsilniejszym impulsem, jaki od wielu lat
wyemitowali przodkowie Metalii w stronę jej planety. Impuls Beryl wybudził
Metalię ze snu. Od tej chwili, gdy zakochana bez wzajemności dziewczyna ujrzała
Serenity oraz Endymiona w zagajniku, wszystko miało się zmienić. Metalia długo
szukała kontaktu ze swoją potomkinią. Nawiedzała Beryl w snach. Sączyła jej
swój jad i truciznę prosto do serca oraz duszy, wypełniając ją nienawiścią do
całego Księżycowego Królestwa. Dziewczyna ta okazała się wspaniałą
marionetką i rozpoczęła przygotowania do pojawienia się Metalii na Ziemi.
Metalia obiecała jej podzielenie się władzą oraz to, czego Beryl pragnęła
najbardziej- mężczyzny swojego życia – Endymiona. Wierzyła w obietnice Metalii.
Po cichu i niezauważalnie czyniła kolejne kroki na drodze sprowadzenia zła na
tą Ziemię…
Luna i Artemis od pewnego
czasu podejrzewali, że coś w całej naszej ekipie jest na rzeczy. Chociaż
staraliśmy się wracać wcześniej, aby na treningach i zajęciach utrzymywać
przytomność umysłu, nie było łatwo. Nigdy nie mogłyśmy też zakładać, że nasze
nocne wyprawy przez wieżę nie pozostają niezauważone. Na szczęście treningi
szły nam znakomicie. Opanowałyśmy już wszystkie podstawowe zaklęcia wynikające
z naszych planetarnych mocy. Walka szła nam dobrze już od dłuższego czasu.
Wydawało mi się, że w razie nieprzewidzianych problemów damy radę podołać
problemom na każdy możliwy sposób.
Jak co wieczór, wybrałyśmy się
na Ziemię. Pary przywitały się ze sobą czule i każdy rozszedł się po szerokim
ogrodzie przy pałacu. Dręczyły mnie te wszystkie myśli, musiałam powiedzieć o
nich Endymionowi.
- Endymion ?
- Tak, Serenity?
- Nie męczy Cię ukrywanie już
tak dużej grupy? – spytałam – może już czas powiedzieć o tym i stanąć twarzą w
twarz z problemem.
- Skąd ten pomysł? Sama
nalegałaś, żeby o tym nie mówić.
- Nie wiem… z tchórzostwa?
- Ech masz racje. To nie jest
odpowiedzialne zachowanie. Jutro to zrobimy. Zaczniemy od Twoich rodziców.
O rany! Będę przedstawiała
chłopaka rodzicom!
- Tylko ubierz się porządnie i
nie przynieś mi wstydu – droczyłam się
- Jasne mały pączusiu –
zaśmiał się Endymion i pocałował mnie mocno.