Nie wyglądało to dobrze – Mars dziko szamotała się
w ramionach Endymiona (chyba próbowała ugryźć go w palec), a ja ciągnęłam go za
płaszcz, aby znaleźć miejsce na schronienie. Nie wiemy jeszcze, czy krzyki Mars
kogoś zaalarmowały. Stwierdziłam, że jak szybko pobiegniemy do wieży, to może
Endymion zdoła wrócić na Ziemię, a Mars przekonam, że miała nocny koszmar lub
coś w tym stylu. Niestety, tak dobrze nie było. Pośpiech spowodował, że w
połowie drogi nie wyrobiliśmy się na zakręcie i wpadliśmy w płaskorzeźbę, która
upadła i rozbiła się z donośnym hukiem. Mars wyswobodziła się z objęć Endymiona
i próbowała go obezwładnić. Muszę przyznać, że była blisko. Chwyciłam ją w pół
i próbowałam odciągnąć, była jednak zbyt silna.
W chwilę na arenie pojawiła się Merkury, Jupiter i
Venus.
- Dziewczyny, obezwładnijcie go! – krzyknęła Mars
- Nie! – zawołałam
- Nie! – odezwała się Merkury. Wszyscy się
zatrzymali i spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- To książę Endymion! Nie jest groźny! Chodźmy
tutaj, zanim nas ktoś zobaczy – i uchyliła drzwi do Sali. Szybko tam
skoczyliśmy.
- Co ty wyprawiasz Merkury? – odezwała się Venus –
nawet jeśli to ziemski książę, to co tutaj robi w środku nocy? Przyszedł na
przeszpiegi?
- Nie, nie, pozwólcie że wyjaśnię – odezwał się
Endymion – od czasu balu w pałacu, zapałałem ciepłym uczuciem do Serenity –
uśmiechnął się – chciałem ją tylko odwiedzić.
- Och! – westchnęły dziewczyny
- Nie chciałem narobić bałaganu, ani was
wystraszyć – odpowiedział – chciałbym ponegocjować z wami, co można zrobić,
abym mógł widywać się z Serenity bez narażania jej i siebie na
niebezpieczeństwo – kiedy to mówił, wyglądał tak rozczulająco, że Jupiter nie
wytrzymała.
- Och jakie to słodkie! – pisnęła.
- Serenity? – spytała Mars – a ty? Co o tym
myślisz?
- Ja… mi też byłoby miło, gdybyśmy się widywali z
Endymionem – gdy to mówiłam, czułam, że płonę niczym pochodnia. Endymion
uśmiechnął się szeroko.
- Już wszystko obmyśliłem. Co powiedzieć rodzicom,
jak zapewnić bezpieczeństwo.
- Jakie są gwarancje, że twoi rodzice się na to
zgodzą? – spytała Jupiter.
- Hmm.. dość duże – zamyślił się Endymion
- A jeśli nie? – spytałam – skoro dziewczyny już
wiedzą i będą nas kryły…
- Ej! – oburzyła się Venus – nic takiego nie było
powiedziane!
- Jak miałybyśmy to zorganizować? – spytała Merkury
– gdyby to się wydało, to nawet nie chcę myśleć, co by z nami zrobił król i
królowa.
- Wylali by nas? – zapytała Mars
- Raczej zabiliby od razu – zamyśliła się Venus.
- Aż tak to na pewno nie! – oburzyłam się –
przecież to moi kochani i cudowni rodzice!
- Możemy porozmawiać w pierwszej kolejności z
moimi generałami – odezwał się Endymion – przedstawmy im sprawę, jeszcze o tym
nie wiedzą. Wspólnie wy – jako nasza ochrona i my jako przywódcy ustalimy co
robić. Może jutro w nocy?
- Brzmi rozsądnie – stwierdziła Venus – gdzie się
spotkamy?
- Na Ziemi!- zaproponowałam
- Może lepiej u nas? – zaproponowała Merkury-
mniejsze ryzyko i nie wiemy jak zareagują generałowie na nasze słowa.
- Nie ściągniemy ich tutaj – stwierdził Endymion
- A jak nas zaatakują?
- Będę z wami – rzekł książę – nakażę im
zachować spokój. U nas na Ziemi jest mniejsze ryzyko, że ktoś nas zobaczy.
- Niech zatem będzie - odpowiedziała Venus
- Jutro o 23 widzimy się u wejścia do teleportu.
- Odprowadzę Endymiona do wieży – powiedziałam –
możecie nas zostawić?
Dziewczyny kiwnęły głową i wyszły. Wtulona,
odprowadziłam Endymiona, otrzymując od niego słodki pocałunek na dobranoc.