serenity&endymion

serenity&endymion

niedziela, 31 lipca 2016

-12-




Endymion chwycił mnie za rękę i wciągnął za kolumnę. Obawiałam się, że z powodu mojego krzyku lada moment podniesie się alarm, że nie ma mnie w pokoju i ktoś się tutaj pojawi. Co wtedy z Endymionem?
- Co ty tutaj robisz? – spytałam gniewnie
- Jak to co? – spytał Endymion – nie pojawiasz się od 2 dni. Bałem się, że coś się stało,
- Po co Ci wiedzieć, czy coś się stało czy nie? – prychnęłam – przecież i tak chciałeś ze mną zerwać.
Zaoszczędziłam Ci ciężkiej rozmowy.
- O czym ty mówisz? – zdziwił się – Ja? Zerwać? Niby dlaczego miałby porzucać kobietę moich snów?
Myślałam, że za moment zemdleję z wrażenia.
- Bo… bo ja.. – w tym momencie usłyszałam głos.
- Serenity? Jesteś tam? Zdaje mi się, że usłyszałam jakiś hałas – to była Mars – wszystko ok?
- Tak tak! – wyskoczyłam zza rogu – Szłam do łazienki i uderzyłam się w mały palec u nogi. Ale boli! – zaczęłam się krzywić.
- Hahaha ty ofermo! – zaśmiała się Mars - niezła gracja jak na przyszłą królową. Też idę do łazienki, chodź.
- Eeee… no dobra… - Endymion stał zbyt daleko, nie mogłam mu przekazać, że zaraz wrócę tak, żeby Mars nie zauważyła. Postanowiłam zgubić ją w łazience. Weszłam do kabiny i czekałam.
- Serenity, wychodzisz? – spytała Mars po chwili.
- Ja jeszcze chwilkę – odkrzyknęłam- wrócę sama!
Słuchając jeszcze paru dowcipnych uwag odnośnie długiego korzystania z toalety i małego palca u nogi, Mars wyszła z łazienki.
Odczekałam jeszcze 2 minuty i wróciłam do miejsca w którym zostawiłam Endymiona. Nadal tam czekał.
- Byłam na Ziemi 2 dni temu – powiedziałam – słyszałam rozmowę Twoich generałów o tym, że chcesz rozwiązać ten problem. Czyli chcesz mnie zostawić – łzy napłynęły mi do oczu.
- Ależ skąd! Powiedziałem Kunzite, że wiem już jak załatwić naszą sprawę. Ale nie chodziło mi o zerwanie z Tobą! Źle to zinterpretowałaś – przytulił mnie mocno – czas żeby Ziemia i Księżyc zmieniły politykę względem siebie. Nie powinniśmy się martwić o nasze bezpieczeństwo. Już sprawdzałem plany naszego pałacu i strategie obronne. Możemy zrobić tak, byśmy byli równi względem siebie. Wzmocnić ochronę systemu teleportacji. Generałowie są wspaniali, ale zawsze mogliby nauczyć się od was czegoś nowego, tak samo jak oni mogliby uczyć was, albo pomóc wam w treningach. Jak separujemy się od siebie, naprawdę się osłabiamy – powiedział Endymion – przekażę to moim rodzicom, razem z wszystkimi zebranymi informacjami. To się uda. Przylecimy do was porozmawiać z królem i królową.
- Naprawdę to może się udać? – wyszeptałam
- Oczywiście. Sprawdziłem to pod każdym kątem. Moje argumenty są tak logiczne, że nie da się ich podważyć.
Kiedy usłyszałam te słowa, spłynęła na mnie niesamowita ulga. Mój ukochany. Jak mogłam w niego wątpić? Rzuciłam mu się w ramiona a on pocałował mnie w czoło. Błogą chwilę przerwał nam głos:
- Co to…?
Mars! Zbyt długo nie wracałam z łazienki. Na jej twarzy malował się szok.
- Mars… - zaczęłam
- Venus! Venus! Straże!- zaczęła krzyczeć, gdy Endymion doskoczył do niej i zakrył jej usta swoimi silnymi dłońmi.
- Ukryj nas!- krzyknął do mnie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

-11-



Wróciłam do pałacu i po cichutku położyłam się do łóżka. Łkałam cichutko w poduszkę. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie słyszał. Było mi bardzo ciężko. Wydawało mi się, że najpiękniejszy sen mojego życia się skończył i do końca życia pozostaje mi śnić tylko tą smutną, szarą marę. Muszę dzierżyć na swoich barkach wielką odpowiedzialność za całe królestwo. Nie jest gotowa… Wiedziałam jednak, że tylko to mi zostało. Wrócić do treningów i nadrobić zaległości.
Rano stawiłam się na treningu pełna zacięcia i gotowości do walki. Luna i Artemis mieli dla nas niespodziankę. Podstawą naszej techniki walki było to, że posiadamy głęboko drzemiącą w nas moc. Mieliśmy ją dzisiaj rozbudzić za pomocą pewnych atrybutów. Stawiliśmy się w sali treningowej. Przed Luną na poduszce leżały pewne tajemnicze przedmioty. Były śliczne- wyglądały jak małe, błyszczące różdżki.
- Będę was po kolei wywoływał – oznajmił Artemis – otrzymacie wasz atrybut i poczujecie wasze głęboko zakorzenione, zgodne z duchem waszych planet moce.
- Mercury! – Mercury podeszła i przyjrzała się atrybutom. Dla niej był przygotowany niebieski, z symbolem jej planety.
- Strażniczko Mądrości, chroniona przez Merkurego, wodną planetę! – wojowniczka podniosła różdżkę, a przez salę przetoczył się wiaw lekki niczym morska bryza.
Dziewczyny po kolei podchodziły do atrybutów.
- Chroniona przez Marsa, Ognistą Planetę, wielbiąca wojnę! – podmuch wiatru wywołany przez Mars był iście gorący.
- Chroniona przez Jowisza, Planetę gromów, strzegąca bezpieczeństwa! – tutaj poczuliśmy powiew wiatru który wywołał w nas gęsią skórkę.
- Strażniczko miłości, chroniona przez Wenus, Planetę piękna! – przywódczyni Venus, wstąpiła na podium i sięgnęła po atrybut a cała sala zajaśniała w blasku, niczym w promieniach słońca.
- Poczujcie wasze atrybuty – powiedziała Luna – rozbudzenie waszej mocy trwa w pełni. Im większa będzie i im bardziej będzie się kształtowała, nowe zaklęcia same będą po was przychodzić. W potrzebie moc za was zadecyduje. Wy same poczujecie to, co powiedzieć i robić. To jest wasz głęboko zakorzeniony duch – moc waszych planet. Reprezentuje je godnie.
Na twarzach dziewczyn zagościł szeroki uśmiech.
- A co z moim atrybutem? – zapytałam. Luna uśmiechnęła się – czekamy na królową.
I oto do sali weszła mama. Niosła 2 rzeczy – w jednej ręce było to berło, a w drugiej znajdowała się maleńka paczuszka.
- Serenity – mama stanęła przede mną – Twoim atrybutem jest berło. Istnieje silna więź między nim a naszym największym źródłem mocy – Srebrnym Kryształem Iluzji.
Kryształ mamy!
- Póki jesteś na księżycu i Kryształ też tutaj jest, będzie Ci udzielał swojej mocy.
Spojrzałyśmy z zachwytem na misternie wykończone piękne berło. Było naprawdę imponujące!
- Co jest w paczuszce? – zapytała Jupiter. Mama rozwinęła papier i naszym oczom ukazała się piękna broszka w kształcie serca.
- Jeżeli musiałabyś oddalić się od Księżycowego Królestwa, włóż do broszki Srebrny Kryształ Iluzji. Tam będzie bezpieczny – powiedziała mama i przypięła mi broszkę na piersi.
- Wyglądasz pięknie kochanie – uśmiechnęła się – będziesz królową godną mocy Kryształu.
To był jednocześnie piękny i niezwykle smutny moment, zważając na to, co czułam w głębi serduszka po dzisiejszej nocy.
Wróciłyśmy do pokoju w doskonałym humorze. Ogóle piski i okrzyki radości po dłużej chwili udzieliły się również i mi. Ach, jak miło mieć przy sobie takie przyjaciółki! Po długiej debacie na temat naszych nowych umiejętności magicznych, które miałybyśmy począć, w końcu zasnęłyśmy.
W nocy przebudziłam się aby pójść do łazienki. Niestety była dość oddalona od komnat, na drugim końcu korytarza. Zimno mi było w nogi! Gdy tak szłam, zaspana i po omacku, usłyszałam nagle szept:
- Serenity…
Odwróciłam się w stronę dźwięku, pewna, że to Artemis. Moim oczom ukazał się jednak…
- AAA! – pisnęłam. Endymion!

niedziela, 17 lipca 2016

-10-



Wiedziałam, że nasze spotkania z Endymionem nie mogą zostać w tajemnicy na zawsze. Podczas każdego szkolenia byłam rozkojarzona i moje postępy były bardzo powolne. Luna i Artemis bardzo się tym martwili i ciągle szukali przyczyny mojej słabości.
Minęło już 3 miesiące szkolenia, więc podczas narady z moimi rodzicami zdecydowano, że Sailor Venus będzie przywódcą całej grupy w kwestii mojej ochrony. Jednym słowem, jest ona ,,szefową“ dla Merkury, Mars i Jupiter. Naprawdę dziewczyny szczerze cieszyły się z jej sukcesu.
Jednak już tego samego dnia Venus bardzo wzięła sobie do serca obowiązki na swoim nowym stanowisku. Po kolacji zabrała mnie w ustronne miejsce na balkon i zaczęła wypytywać:
-          Serenity, tylko proszę, nie kłam mnie. Czujemy to z dziewczynami, wiemy, że wymykasz się gdzieś w nocy. Czy ma to związek z tym, co Ci pokazałam za salą tronową?
Nie mogłam skłamać.
-          Tak
-          Serenity… - westchnęła Venus – to strasznie nieodpowiedzialne wiesz? I niebezpieczne.
-          Nie…
-          Jako przywódca Twojej ochrony muszę Ci tego zabronić. Jeśli sytuacja się powtórzy, zgłoszę to Twojej mamie.
Spojrzałam na nią ze smutkiem. W jej oczach widziałam troskę. Było mi jej tak szkoda… Jednak nie mogłam dzisiaj jej posłuchać. Musiałam wymknąć się do Endymiona i w końcu podjąć decyzję, jak rozwiązać temat naszego związku i widywania się.
Nie wiedziałam o tym, że Endymion przeszedł dzisiaj identyczną rozmowę z przywódcą swojej kadry oficerskiej, Kunzite.
Długo czekałam, żeby dziewczyny zasnęły i cichutko wyślizgnęłam się do wieży. Po teleportacji zdziwiłam się. Endymiona nie było. Wiem, że przybyłam trochę później, niż zazwyczaj, ale nawet nie poczekał! Sprawa była jednak nagląca i nie mogłam czekać. Musiałam po poszukać na własną rękę.
Wyruszyłam wzdłuż grządki z różami i kierowałam się w stronę tarasu, na którym po raz drugi w ciągu mojej wizyty ujrzałam Endymiona. Serce waliło mi jak oszalałe. Tak bardzo skupiłam się na celu, że nie zauważyłam dwóch postaci zbliżających się z prawej strony między drzewami. Pisnęłam cicho i upadłam za krzak, aby się osłonić. Cudem, nie zauważyli mnie. To było dwóch generałów, o których opowiadał mi Endymion. Byli jego towarzyszami. Zażarcie o czymś dyskutowali.
-          Nie możemy na to pozwolić Kunzite – powiedział oficer z ciemnymi, długimi włosami. – Endymion naraża nas na wielkie niebezpieczeństwo! Łamie protokół! Co jeśli królowa Serenity się o tym dowie? Zdegraduje nasze królestwo. Wiesz, że bezpieczeństwo Księżyca jest najważniejsze. Nas Ziemian nie jest w stanie kontrolować. Jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, możemy zostać unicestwieni.
-          O czym ty mówisz, Nephrite? – zdenerwował się ten pierwszy, wysoki mężczyzna o długich, platynowych włosach.
-          Jesteśmy tylko po to, żeby chronić Ziemi jako strategicznego punktu, z którego można atakować Księżyc. Nie ukrywajmy Kunzite. Po tylu latach pokoju – co może się wydarzyć? Wszyscy naturalni wrogowie zginęli setki lat temu. Ochrona Zewnętrznych Planet jest wystarczająca dla Księżycowego Królestwa. Tak naprawdę, my, nasz zamek, jest jedynym bezpośrednim łącznikiem z Księżycem. Jeśli ktoś chciałby się tam dostać, to tylko tędy! Królowa i Król mogłą uznać, że tak naprawdę jesteśmy dla nich większym niebezpieczeństwem, niż sojusznikiem! Jeśli Endymion nie przerwie swojego śmiesznego romansu…
-          Rozmawiałem z nim – przerwał Kunzite – załatwi sprawę jak najszybciej. Powiedział, że ma już plan.
-          Oby – prychnął Nephrite – co mu przyszło do głowy, ściągać tutaj to dziewuszysko?
Leżałam na ziemi, ciężko zszokowana. Skąd oni o mnie wiedzą? Widzieli nas? Endymion ma plan…?
Nagle uderzyła we mnie pewna prawda. Endymion chce mnie zostawić! To jego plan… Rozkochał mnie w sobie i teraz mnie zostawi… Wszystkie noce… Rozmowy… Nasz pocałunek. Było niczym. Łzy leciały mi z oczu i przestałam cokolwiek widzieć. Venus będzie zachwycona. Sprawa się rozwiązała. Wracam na Księżyc i nigdy już nie wrócę na tą planetę. Zadała mi tylko ból i cierpienie…