- Ja, ja… - zaczęłam się jąkać – ja… zostałam
tutaj wysłana. Na misję dyplomatyczną.
- Naprawdę? – Endymion uniósł brwi ze zdziwienia –
wysłali Ciebie? O tej porze?
- Noo… - zaczerwieniłam się – bo to pilna sprawa.
Nocne ćwiczenia dla księżniczek.
- To w końcu misja dyplomatyczna czy ćwiczenia?
No nie! Dlaczego on mnie tak ciągnie za język?!
Czułam, że płonę niczym pochodnia ze wstydu.
- Ćwiczenia tak. Ćwiczę przyjazdy na misje
dyplomatyczną – odpowiedziałam, dumna, że w końcu udało mi się sensownie
połączyć moje wcześniejsze wypowiedzi.
- To długo trwają te ćwiczenia. Krążysz tutaj już
od paru dni.
Cooo? O rany! On mnie widział?! Endymion
uśmiechnął się.
- Oj Serenity, z pewnością nie tak wyglądają
ćwiczenia z misji dyplomatycznych. Jeśli chciałaś mnie odwiedzić po balu, nie
krępuj się. Cieszę się, że jesteś.
- Na… naprawdę? – zająkałam się – to znaczy… bo
podczas ćwiczeń Luna i Artemis powiedzieli nam, że Ziemian się trzeba
wystrzegać, że grozi nam tutaj niebezpieczeństwo. Że ludzie nie wiedzą o
Księżycowym Królestwie. Jak to możliwe? Wy o nas wiecie i nas odwiedzacie.
Chyba nie możecie być, aż tak źli? – wyrzuciłam z siebie – Ziemia to takie
przepiękne miejsce, nie rozumiem, dlaczego jej mieszkańcy mieli by być złymi
ludźmi. – Endymion zamyślił się.
- Oczywiście, że nie wszyscy są złymi ludźmi.
Ziemia ma wielu mieszkańców i nie za wszystkich jesteśmy w stanie odpowiadać,
tak jak wy za obywateli Księżycowego Królestwa. My też się różnimy od zwykłych
ludzi – uśmiechnął się – jesteśmy bardzo pradawnym rodem, ściśle powiązanym z
wszystkimi dynastiami za czasów panowania Księżyca nad całym Układem
Słonecznym. Było to tak wiele wieków temu, że nie przetrwały do tej pory żadne
zapisy historyczne. Podtrzymywanie naszej tradycji spoczywa na naszych rękach i
tak jest po prostu bezpieczniej dla nas i dla innych planet. Ale mnie nie
musisz się obawiać, Serenity. Ani mieszkańców naszego pałacu.
- To bardzo miłe – odpowiedziałam – w takim razie
spoczywa na was wielka odpowiedzialność.
- Nie większa niż na Tobie, przyszłej królowej –
rzekł Endymion – lecz wierzę, że wywiążesz się ze swojej roli znakomicie.
Jesteś bardzo piękna i mądra.
Spojrzał głęboko w mojej oczy i teraz już byłam
pewna. To jest początek czegoś nowego. Zakochałam się w przystojnym, ziemskim
Księciu, a on podziela moje uczucie. Czułam się jak w bajce i gdzieś w głębi
duszy wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Kolejne godziny spędziliśmy na rozmowach o mnie, o
moich treningach, a także o obowiązkach Endymiona. On opowiadał mi o Ziemi, o
pięknych miejscach które odwiedził. W końcu zastał nas blady świt, i Endymion
odprowadził mnie do posągu. Zaproponował spotkanie jutro.
Kolejnych parę nocy pojawiałam się w jego ogrodzie
i ukryci pod kępami pięknych czerwonych róż spędzaliśmy czas na rozmowach i
żartach. W końcu przestałam się już wstydzić i rumienić. Czułam, że to jest
moje miejsce na tym całym świecie. Być u jego boku. Męczyło mnie jednak to, że
nasze uczucie jest zakazane. Endymion podczas jednego ze spacerów, zauważył mój
smutek.
- Co się stało moja droga? – objął mnie delikatnie
ramieniem.
- Endymion, nie powinniśmy się ze sobą spotykać –
wyszeptałam
- Dlaczego?
- Ziemianie i ludzie Księżyca nie powinni się ze
sobą spotykać. Takie są Boże prawa. – podczas gdy już czułam, że łzy napływają
mi do oczu, Endymion przysunął mnie do siebie i splótł nasze dłonie razem.
Czułam jego ciepło.
- Nie mogę Cię kochać… - gdy to powiedziałam,
pochylił się nade mną i pocałował mnie. Tak właśnie wyglądał nasz pierwszy
pocałunek. Był idealny. I jeśli jeszcze miałam jakieś wątpliwości co do naszego
związku, w obliczu naszego uczucia, wydawały mi się one zupełnie nie istotne.
Byliśmy dla siebie stworzeni.