serenity&endymion

serenity&endymion

czwartek, 16 czerwca 2016

-9-



- Ja, ja… - zaczęłam się jąkać – ja… zostałam tutaj wysłana. Na misję dyplomatyczną.
- Naprawdę? – Endymion uniósł brwi ze zdziwienia – wysłali Ciebie? O tej porze?
- Noo… - zaczerwieniłam się – bo to pilna sprawa. Nocne ćwiczenia dla księżniczek.
- To w końcu misja dyplomatyczna czy ćwiczenia?
No nie! Dlaczego on mnie tak ciągnie za język?! Czułam, że płonę niczym pochodnia ze wstydu.
- Ćwiczenia tak. Ćwiczę przyjazdy na misje dyplomatyczną – odpowiedziałam, dumna, że w końcu udało mi się sensownie połączyć moje wcześniejsze wypowiedzi.
- To długo trwają te ćwiczenia. Krążysz tutaj już od paru dni.
Cooo? O rany! On mnie widział?! Endymion uśmiechnął się.
- Oj Serenity, z pewnością nie tak wyglądają ćwiczenia z misji dyplomatycznych. Jeśli chciałaś mnie odwiedzić po balu, nie krępuj się. Cieszę się, że jesteś.
- Na… naprawdę? – zająkałam się – to znaczy… bo podczas ćwiczeń Luna i Artemis powiedzieli nam, że Ziemian się trzeba wystrzegać, że grozi nam tutaj niebezpieczeństwo. Że ludzie nie wiedzą o Księżycowym Królestwie. Jak to możliwe? Wy o nas wiecie i nas odwiedzacie. Chyba nie możecie być, aż tak źli? – wyrzuciłam z siebie – Ziemia to takie przepiękne miejsce, nie rozumiem, dlaczego jej mieszkańcy mieli by być złymi ludźmi. – Endymion zamyślił się.
- Oczywiście, że nie wszyscy są złymi ludźmi. Ziemia ma wielu mieszkańców i nie za wszystkich jesteśmy w stanie odpowiadać, tak jak wy za obywateli Księżycowego Królestwa. My też się różnimy od zwykłych ludzi – uśmiechnął się – jesteśmy bardzo pradawnym rodem, ściśle powiązanym z wszystkimi dynastiami za czasów panowania Księżyca nad całym Układem Słonecznym. Było to tak wiele wieków temu, że nie przetrwały do tej pory żadne zapisy historyczne. Podtrzymywanie naszej tradycji spoczywa na naszych rękach i tak jest po prostu bezpieczniej dla nas i dla innych planet. Ale mnie nie musisz się obawiać, Serenity. Ani mieszkańców naszego pałacu.
- To bardzo miłe – odpowiedziałam – w takim razie spoczywa na was wielka odpowiedzialność.
- Nie większa niż na Tobie, przyszłej królowej – rzekł Endymion – lecz wierzę, że wywiążesz się ze swojej roli znakomicie. Jesteś bardzo piękna i mądra.
Spojrzał głęboko w mojej oczy i teraz już byłam pewna. To jest początek czegoś nowego. Zakochałam się w przystojnym, ziemskim Księciu, a on podziela moje uczucie. Czułam się jak w bajce i gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Kolejne godziny spędziliśmy na rozmowach o mnie, o moich treningach, a także o obowiązkach Endymiona. On opowiadał mi o Ziemi, o pięknych miejscach które odwiedził. W końcu zastał nas blady świt, i Endymion odprowadził mnie do posągu. Zaproponował spotkanie jutro.
Kolejnych parę nocy pojawiałam się w jego ogrodzie i ukryci pod kępami pięknych czerwonych róż spędzaliśmy czas na rozmowach i żartach. W końcu przestałam się już wstydzić i rumienić. Czułam, że to jest moje miejsce na tym całym świecie. Być u jego boku. Męczyło mnie jednak to, że nasze uczucie jest zakazane. Endymion podczas jednego ze spacerów, zauważył mój smutek.
- Co się stało moja droga? – objął mnie delikatnie ramieniem.
- Endymion, nie powinniśmy się ze sobą spotykać – wyszeptałam
- Dlaczego?
- Ziemianie i ludzie Księżyca nie powinni się ze sobą spotykać. Takie są Boże prawa. – podczas gdy już czułam, że łzy napływają mi do oczu, Endymion przysunął mnie do siebie i splótł nasze dłonie razem. Czułam jego ciepło.
- Nie mogę Cię kochać… - gdy to powiedziałam, pochylił się nade mną i pocałował mnie. Tak właśnie wyglądał nasz pierwszy pocałunek. Był idealny. I jeśli jeszcze miałam jakieś wątpliwości co do naszego związku, w obliczu naszego uczucia, wydawały mi się one zupełnie nie istotne. Byliśmy dla siebie stworzeni.

piątek, 3 czerwca 2016

-8-


Bal udał się dla wszystkich gospodarzy oraz gości nadzwyczaj udanie. Dziewczyny były zachwycone i jeszcze długo przed zaśnięciem opowiadały o swoich wrażeniach. Tylko Mercury zauważyła, że siedzę w oknie i patrzę na oddalony zarys Ziemi, gdzie znajduje się teraz mój ukochany. Podeszła do mnie i dyskretnie zapytała:
    Kim był ten przystojny młodzieniec z którym dzisiaj tańczyłaś?
    A więc zauważyłaś?
    Nie dało się ukryć – uśmiechnęła się Mercury – nie mogliście oderwać od siebie wzroku.
Zarumieniłam się.
-          To Endymion. Książę Złotego Królestwa na Ziemi.
-          Och! – wykrzyknęła Mercury – Ziemianin! Czy to nie jest niebezpieczne?
-          Chyba nie – zamyśliłam się – on tak powiedział. No i w końcu utrzymujemy z tamtejszym rodem królewskim dyplomatyczne stosunki. Z jego strony nic nam nie grozi – mówiłam to, ale chyba głównie po to, aby przekonać samą siebie.
Dziewczyny oczywiście też próbowały się dopytać, kim był ów przystojny młodzieniec, ale zbyłam ich pytania. Wydawało mi się, że jestem bardzo zmęczona i zanim przyłożę głowę do poduszki, już zasnę. Tak się jednak nie stało. Kręciłam się z boku na bok, myśląc o tych pięknych niebieskich oczach. Po blisko 2 godzinach podjęłam decyzję. Jakimś dziwnym trafem wiedziałam, że sala balowa jest już posprzątana i nikt nie nakryje mnie w drodze do komnaty, gdzie znajdowała się kryształowa wieża. Wyślizgnęłam się cicho z łóżka i pobiegłam wzdłuż korytarza.
W sali faktycznie nie było nikogo. Podbiegłam w stronę przejścia i pchnęłam cegłe. Po chwili stałam już przy wieży i wyszeptałam swoje życzenie.
Znów byłam na Ziemi! Cudowne rześkie powietrze nocy… można się zakochać. Rozglądałam się po ogrodzie, jednak na ławeczce nie znalazłam Endymiona. Błąkałam się po zakamarkach ogrodu i przy dziedzińcu pałacu dobre pół godziny. Już straciłam nadzieję, że go dzisiaj zobaczę… gdy nagle zauważyłam postać schodzącą po schodkach tarasu. To był on. Stanął koło wielkich krzaków czerwonych róż i patrzył na księżyc. Och jaki on miał doskonale piękny profil! Mogłabym podziwiać go godzinami… Czas leciał tak szybko, chociaż w rzeczywistości przyglądałam mu się blisko 15 minut. Nie mogłam jednak podejść. Jak miałabym wytłumaczyć to, że się tutaj zjawiłam? Na pewno korzystanie z wieży nie jest legalne. Zanim zrobiłam coś więcej, Endymion jakby ocknął się z zamyślenia. Przykucnął przy krzaku i zerwał jedną różę. Uśmiechnął się i włożył ją do klapy swojego munduru, po czym odszedł do pałacu. Poczułam nagły smutek i zimno. Wiedziałam, że już nie wróci. Oddaliłam się w stronę teleportu.
Następne noce wyglądały podobnie. Wymykałam się z pałacu na Ziemię. Kryłam się w zakamarkach ciemnego ogrodu i często udawało mi się spotykać Endymiona. Czasem był sam, czasem spacerował z mężczyznami w szarych mundurach i wysokich oficerkach. Z rozmów dowiedziałam się, że byli to generałowie. Nazywali się Jadeite, Nephrite, Zoisite i Kunzite. Nie potrafiłam jeszcze przyporządkować twarzy każdego do tych imion. Dziewczyny chyba zauważyły, że coś się dzieje. Chodziłam notorycznie niewyspana, nie skupiałam się na nauce teorii, a na treningach szło mi fatalnie. Luna była bliska rozpaczy i ciągle się gorączkowała z tego powodu. Artemis, podobnie jak Mercury, próbował przeprowadzać ze mną rozmowy dotyczące mojego sampoczucia. Ja po prostu cierpiałam w wyniku nieodwzajemnionej miłości.
Jednak którejś nocy coś się zmieniło. Wymknęłam się jak zwykle o stałej godzinie i ponownie wylądowałam tuż przy wielkim głazie w ogrodzie. Tuż przy nim, na ławce, siedział Endymion. Jego widok tak mnie zaskoczył, że aż pisnęłam i wskoczyłam szybko za najbliższe drzewo. Endymion odwrócił się.
   -    Jest tu kto? – zapytał
Wstrzymałam oddech. Po chwili obserwowania drzewa, za którym się chowałam, Endymion wstał i odszedł w stronę pałacu. Och, byłam tak blisko, że prawie czułam ciepło, które od niego bije! Powoli pobiegłam wzdłuż muru, starając się nie narobić hałasu. Chciałam odprowadzić go wzrokiem do pałacu. Lecz nagle… gdzie on się podział? Zniknął z alejki prowadzącej w stronę schodów.
Lekko spanikowałam. Powoli posuwałam się do przodu, rozglądając się dookoła. Jednak robiło się coraz mniej krzaków i drzew, więc nie miałam się gdzie ukryć. Co mam robić? Niewiele myśląc, położyłam się na trawniku i zaczęłam się czołgać na drugą stronę ogrodu. Po około dwóch minutach doczołgałam się do najbliższego drzewa. Szybko podniosłam się, wskoczyłam za niego i …. Bach! Wpadłam prosto w czyjeś silne ramiona.
     -   Proszę, co to za szkodnik się czołga po trawniku? – zapytał Endymion. Spanikowałam na jego widok. Chciałam się wyrwać i uciec w stronę posągu.
     -  Wiedziałem, że ktoś kręci się po ogrodzie od paru dni – powiedział Endymion- czasem kątem oka widziałem jakieś jasne kształty pomiędzy drzewami. W tej jasnej sukni słabo się kamuflujesz w ciemnym ogrodzie – zaśmiał się.
   -   Przepraszam – wydusiłam z siebie – nie chciałam się tu kręcić.
   -   Ale jednak to robiłaś – powiedział Endymion – po co tutaj przyleciałaś? Młodym księżniczkom chyba nie można korzystać z waszej wieży.
    -   To ty… wiesz o naszej wieży? – wydusiłam.
    -   Troszeczkę – puścił oko – w końcu też musiałem jakoś dostać się do was na bal.
    -   No tak, słusznie – zarumieniłam się. O boziu!
    -   Tak więc… dowiem się po co tutaj przyleciałaś?
Potrzebowałam chwili żeby zaczerpnąć oddech. Co mam mu odpowiedzieć?!