serenity&endymion

serenity&endymion

poniedziałek, 9 maja 2016

-7-

Kiedy wstałyśmy w ten sobotni poranek, do naszej sypialni przyszła moja mama. Miała dla nas niespodziankę. Okazało się, że w tajemnicy przed nami przygotowywany był dzisiaj wielki bal na naszą cześć! Dziewczyny rzuciły się z piskiem radości na szyję królowej. Ja też się cieszyłam, ale w głębi duszy gdzieś zabłąkała się myśl ,,Dzisiaj nie będę mogła udać się na Ziemię. Nie zobaczę mojego wyśnionego, tajemniczego bruneta!".
Podczas balu mogłyśmy wykazać się naszą wiedzą z zakresu zachowania przy stole. Z Luną i Artemisem robiliśmy dziś małą próbę. Szczególnie pilnowano mnie – a ja ciągle miałam głowę w obłokach i nie mogłam się skupić! Luna lamentowała, że moja pierwsza publiczna prezentacja będzie porażką!
Po obiedzie ponownie zawitała do nas moja mama.
  • Serenity, chciałabym porozmawiać z Tobą na osobności.
Kurczę, o co mogło chodzić? Pewnie Luna naskarżyła na mnie, że nie przykładałam się dzisiaj do ćwiczeń!
  • Co się stało, mamo?
  • Jesteś zadowolona z balu? - zapytała mama
  • Oczywiście – uśmiechnęłam się – Skąd to pytanie?
  • Miałam wrażenie, że rano zauważyłam cień smutku na twojej twarzy- odrzekła mama – Czy coś cię martwi?
  • Nie mamo – odpowiedziałam – po prostu szkolenie w tym tygodniu było ciężkie, to wszystko.
Mama uśmiechnęła się.
  • Radzisz sobie wspaniale, Serenity. Jestem z Ciebie dumna jak nigdy. Dlatego przygotowałam dla Ciebie coś wyjątkowego na bal – mama wyciągnęła z wielkiej szafy zawiniątko – odpakuj to.
Rozerwałam papier i wyjęłam najpiękniejszą sukienkę, jaką byłam w stanie sobie wyobrazić. Była biała i długa do samej ziemi. Ramiączka były w kształcie bufek, a górę ozdabiały złote koła, pięknie wyhaftowane na wykończeniu dekoltu.
  • To moja suknia, którą pierwszy raz założyłam na bal, kiedy miałam tyle lat co ty – opowiedziała mama – chciałabym, żebyś ją dzisiaj ubrała.
  • Och, dziękuję Ci, mamusiu! - uściskałam ją mocno – jest piękna.
Wieczorem razem z dziewczynami przygotowywałyśmy się na bal. Wspólne strojenie, fryzury, Venus nawet zrobiła nam wszystkim lekki makijaż. Wyglądałyśmy nie do poznania! Dziewczyny były zachwycone moją suknią. Chociaż same wyglądały oszałamiająco – Mercury w błękitnej, Mars w czerwonej, Jupiter w zielonej i Venus w pomarańczowej. Kiedy wybiła godzina 20.00 pojawiłyśmy się w sali balowej.
Była przepięknie wystrojona! Orkiestra w kącie grała przyjemną dla ucha melodię, uformowało się już wiele tańczących par. Zostali zaproszeni wszyscy mieszkańcy Księżycowego Królestwa oraz delegacje z innych planet. Widziałam po moich przyjaciółkach, że aż promienieją ze szczęścia. Sama jednak czułam się odrobinę zdezorientowana... i z tylko mi bliżej znanych powodów odrobinę smutna.
Na podium pojawił się mój tata.
  • Moi mili goście! - ogłosił – chciałbym serdecznie powitać was na naszych inauguracyjnym balu z okazji rozpoczęcia nowego dla nas Millenium oraz wznieść toast za naukę przyszłej królowej Księżycowego Królestwa, Serenity oraz jej towarzyszek : Sailor Mercury, Venus, Mars i Jupiter!
Na sali wybuchła burza oklasków.
  • Bawcie się zatem goście i życzę wam udanego wieczoru!
Pewien młodzieniec o białych włosach poprosił mnie do tańca.
  • Bardzo miło mi poznać, księżniczko Serenity! - ukłonił się – jestem Helios.
  • Bardzo mi miło, Heliosie!
  • Ten bal jest niesamowity! - chłopiec cieszył się niezmiernie – pierwszy raz jestem na imprezie!
  • Ja też – zaśmiałam się – i to na dodatek bal na moją cześć! To troszkę niezręczne.
  • Eee tam, ja bym się cieszył! Tak rzadko mam okazję spotkać kogoś poza swojej planety.
  • Skąd jesteś? - zapytałam w ciekawości.
Jednak Helios uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
  • Nie mogę Ci powiedzieć. Jestem tutaj tylko dzięki mojemu dobremu koledze. Pozwolił mi przylecieć ze sobą. Miejsce z którego pochodzę, nie jest dostępne dla mieszkańców Księżyca.
Zrobiłam wielkie oczy. Miejsce niedostępne dla mieszkańców Księżyca? Przecież nasze królestwo jest najważniejsze w całej galaktyce! Czy Luna i Artemis wiedzą o tym miejscu?
Ledwo zdążyłam zadawać kolejne pytanie, piosenka się skończyła i uroczy młodzieniec ucałował moją dłoń.
  • Do zobaczenia Serenity, mam nadzieję – uśmiechnął się i szybko zniknął w tłumie.
Czułam się zdezorientowana. Chyba nawał informacji ostatnio mnie przytłacza. Z zamyślenia wyrwała mnie kolejna osoba, która do mnie podeszła. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Przede mną stał ów mężczyzna, którego spotkałam wczoraj na Ziemi! Czułam, że policzki płoną mi ze wstydu i zaskoczenia.
  • Witam Cię, księżniczko Serenity! - ukłonił się dostojnie – nazywam się Endymion, książę Złotego Królestwa na Ziemi. Czy mógłbym prosić do tańca?
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Byłam wpatrzona w niego jak obrazek. Książę ziemskiego królestwa? To mój luby? Endymion wystawił do mnie dłoń, jego wzrok był pytający. Ten moment ciągnął się w nieskończoność. Onieśmielona, bardzo powoli wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Rozpoczął się nasz pierwszy taniec. Byłam tak przerażona tą sytuacją, że bałam się podnieść na niego wzrok. On, silny i milczący, nie odzywał się długo. W pewnym momencie tej piosenki nie wytrzymałam.
  • Co tutaj robisz? Ziemianie nie mogą nas odwiedzać.
Chyba to pytanie było dla niego mocno dezorientujące.
  • Oczywiście, że tak. Nie jestem jednak zwykłym ziemianinem. Jestem tutaj w delegacji z naszego królestwa, które z wami współpracuje. Mój tato, ze względu na zły stan zdrowia nie mógł się na niego wybrać. Przyleciałem tutaj ze swoimi generałami. Dostaliśmy zaproszenie.
  • Na moim szkoleniu powiedzieli nam, że musimy na was uważać. Że Ziemianie są niebezpieczni.
Spojrzałam w twarz Endymiona. Znów był zaskoczony.
  • To nieprawda. Oczywiście, nie wszyscy o was wiedzą. Prawdę mówiąc, nawet nikt. Ale Ziemianie nie są złymi istotami, Serenity. Mam nadzieję, że będziesz się mogła o tym przekonać. Jesteśmy mili, ciepli, uprzejmi. Jesteśmy tacy jak wy, niczym się nie różnimy. A nasza planeta oraz jej bogactwa stwarzają wiele możliwości – uśmiechnął się – niestety, mój czas dobiega końca i muszę wracać! Życzę udanej zabawy.
Och Endymionie! Gdybyś tylko wiedział, jak bardzo chciałabym dowiedzieć się na ten temat więcej, niż tylko to, co wiem na podstawie jednej wizyty! Piosenka skończyła się.
Endymion ukłonił się i podziękował za taniec. Odszedł w stronę korytarza wejściowego, zostawiając mnie na środku sali. Nie mogłam zaczerpnąć tchu. Już wiedziałam co się stało. Tak, wtedy w ogrodzie, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja, księżniczka Serenity, przyszła królowa Księżycowego Królestwa zakochałam się w księciu Endymionie, następcy tronu Złotego Królestwa na Ziemi, której to planety i mieszkańców powinniśmy się szczególnie wystrzegać i raz do czasu utrzymywać stosunki dyplomatyczne. Czarne chmury zebrały się nad moją głową. Co ja miałam dalej począć z moją miłością?

czwartek, 5 maja 2016

-6-

Pewnego wieczoru przy kolacji Venus niespodziewanie oznajmiła nam, że musi podzielić się z nami super tajną informacją! Widać było, że aż pali się aby ją ujawnić! Umówiłyśmy się wieczorem po kąpieli w sypialniach, aby mieć pewność, że nikt nas nie podsłucha.
  • Odkryłam nowe tajemnicze miejsce w pałacu – oznajmiła.
  • To niemożliwe! - powiedziałam – mieszkam tutaj 16 lat, pałac znam jak własną kieszeń.
  • Czyżby? - zapytała Venus – a tajemne przejście za salą balową znasz?
Zdumiłam się... tajemne przejście?
  • Widziałaś dokąd prowadzi?- zapytała Mercury
  • Do wysokiej komnaty. Na środku sali stoi piękna kryształowa wieża – opowiedziała Venus – widziałam jak tata Serenity tam wchodzi i poszłam za nim. Poszedł do wierzy, uklęknął i zaczął coś szeptać. Nie słyszałam co i bałam się podejść bliżej. Wycofałam się.
  • Jak myślicie co to może być? - podekscytowana się Mars
  • Srebrny Kryształ? - zaproponowała Jupiter
  • Srebrny Kryształ jest małym kamieniem, głupolu! - odkrzyknęła Mars
  • Dlaczego Luna i Artemis nic nie powiedzieli? - spytałam
  • Może jeszcze nie było o tym lekcji? - zapytała Mercury
  • Albo to nic istotnego – powiedziała Jupiter
  • Czy wtedy ta komnata byłaby ukryta? - swoją wątpliwość wyraziła Venus.
Dyskutowałyśmy długo o tym, jakie może być przeznaczenie komnaty. Dziewczyny ustaliły, że nie możemy zapytać o to Luny i Artemisa, aby nie wpędzić Venus w kłopoty. Po tym wszystkim położyłyśmy się spać.
Ja jednak nie mogłam zasnąć. Wiedziałam, że muszę zobaczyć kryształową wieżę na własne oczy. Upewniłam się, że dziewczyny śpią i wymknęłam się do sali balowej. Venus dokładnie powiedziała mi, gdzie znajduje się przejście. Nie było aż tak trudno go znaleźć. Na cegle zaznaczony był mały półksiężyc. Popchnęłam cegłę i szczelina uchyliła się. Wślizgnęłam się do długiego i ciemnego korytarza. Szłam powoli, wzdłuż ściany i po chwili ukazała się moim oczom wysoka komnata, a na środku świeciła się pięknym blaskiem kryształowa wieża. Podeszłam bliżej. Biło od niej ciepło, aż zachęcała by ją dotknąć. Powietrze w sali też było inne – niemal miałam wrażenie, jakbym czuła jego podmuch, coś, co ludzie na ziemi nazywają "wiatrem". I wtedy właśnie stało się coś nieoczekiwanego. Dotknęłam kryształ i powiedziałam – tak muszą się czuć ludzie na Ziemi. Kryształ zawibrował mocniej. Był bardzo ciepły. "Tak ciepło jest pewnie na Ziemi. Chciałabym się tam znaleźć". Sala zafalowała mocniej i zrobiło się ciemno. Wystraszyłam się, ale czułam instynktownie, że nie powinnam odrywać ręki od wieży. Podmuch wiatru pierwszy raz w życiu rozwiał moje włosy i rozbłysło światło. Przez długi moment nic nie widziałam, a gdy atmosfera wróciła do normy, stałam już w ogrodzie, obok wielkiego szarego głazu z symbolem półksiężyca. Przez chwilę myślałam, że jestem w ogrodzie przy Księżycowym Pałacu, lecz coś się zmieniło. Powietrze było bardziej rześkie. Wiatr lekko muskał moje odkryte ramiona. Słychać było szum rzeczki i śpiew ptaka. Znalazłam się na Ziemi.
Bardzo niepewnie oddaliłam się od głazu w głąb ogrodu. Och, jakie to było piękne! Barwy kwiatów były takie żywe! Czuć było, jak słodko pachną! Księżyc świecił jasno i czułam, jakbym wędrowała w świetle słońca. Nie myślałam w tym momencie o tym, jak wrócę do domu i czy ktoś mnie zobaczy. Chłonęłam magię barw, zapachów i dźwięków. Dotykałam trawy i drzew. Były takie realne!
Doszłam do wysokiego murku, zwieńczonego bramą. Podeszłam bliżej. Usłyszałam jakiś głos. Przestraszona, przykucnęłam pod krzakiem róży.
  • Panie mój, kolacja jest już gotowa. Życzysz sobie zjeść w ogrodzie?
  • Dziękuję, Jadeite. Za chwilę przyjdę.
Głos należał do dwóch mężczyzn. Wychyliłam się zza murka.
Jeden z nich był ubrany w szary mundur i właśnie oddalał się w stronę pałacu, znajdującego się na końcu ogrodu. Mój wzrok przykuł jednak ten mężczyzna, który siedział na ławce obok fontanny.
Był to najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Miał na sobie czarny, dostojny mundur i idealnie dobraną pelerynę. Ciemne włosy opadały na jego bladą, pociągłą twarz. Ciepłe niebieskie oczy patrzyły wysoko ponad drzewa. Był jednocześnie bardzo męski i delikatny. Wyglądał na wspaniałego wojownika. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło na widok wiewiórek nieśmiało umykających po grządkach z kwiatami. Na ten widok poczułam niesamowite ciepło w okolicach serduszka. Chwilę później wstał i również oddalił się w kierunku pałacu. Kim on był? Był doskonale piękny... Czy jeszcze go zobaczę?
Już wiedziałam – będę musiała wrócić tutaj jutro.