Kiedy
wstałyśmy w ten sobotni poranek, do naszej sypialni przyszła moja
mama. Miała dla nas niespodziankę. Okazało się, że w tajemnicy
przed nami przygotowywany był dzisiaj wielki bal na naszą cześć!
Dziewczyny rzuciły się z piskiem radości na szyję królowej. Ja
też się cieszyłam, ale w głębi duszy gdzieś zabłąkała się
myśl ,,Dzisiaj nie będę mogła udać się na Ziemię. Nie zobaczę
mojego wyśnionego, tajemniczego bruneta!".
Podczas
balu mogłyśmy wykazać się naszą wiedzą z zakresu zachowania
przy stole. Z Luną i Artemisem robiliśmy dziś małą próbę.
Szczególnie pilnowano mnie – a ja ciągle miałam głowę w
obłokach i nie mogłam się skupić! Luna lamentowała, że moja
pierwsza publiczna prezentacja będzie porażką!
Po
obiedzie ponownie zawitała do nas moja mama.
- Serenity, chciałabym porozmawiać z Tobą na osobności.
Kurczę,
o co mogło chodzić? Pewnie Luna naskarżyła na mnie, że nie
przykładałam się dzisiaj do ćwiczeń!
- Co się stało, mamo?
- Jesteś zadowolona z balu? - zapytała mama
- Oczywiście – uśmiechnęłam się – Skąd to pytanie?
- Miałam wrażenie, że rano zauważyłam cień smutku na twojej twarzy- odrzekła mama – Czy coś cię martwi?
- Nie mamo – odpowiedziałam – po prostu szkolenie w tym tygodniu było ciężkie, to wszystko.
Mama
uśmiechnęła się.
- Radzisz sobie wspaniale, Serenity. Jestem z Ciebie dumna jak nigdy. Dlatego przygotowałam dla Ciebie coś wyjątkowego na bal – mama wyciągnęła z wielkiej szafy zawiniątko – odpakuj to.
Rozerwałam
papier i wyjęłam najpiękniejszą sukienkę, jaką byłam w stanie
sobie wyobrazić. Była biała i długa do samej ziemi. Ramiączka
były w kształcie bufek, a górę ozdabiały złote koła, pięknie
wyhaftowane na wykończeniu dekoltu.
- To moja suknia, którą pierwszy raz założyłam na bal, kiedy miałam tyle lat co ty – opowiedziała mama – chciałabym, żebyś ją dzisiaj ubrała.
- Och, dziękuję Ci, mamusiu! - uściskałam ją mocno – jest piękna.
Wieczorem
razem z dziewczynami przygotowywałyśmy się na bal. Wspólne
strojenie, fryzury, Venus nawet zrobiła nam wszystkim lekki makijaż.
Wyglądałyśmy nie do poznania! Dziewczyny były zachwycone moją
suknią. Chociaż same wyglądały oszałamiająco – Mercury w
błękitnej, Mars w czerwonej, Jupiter w zielonej i Venus w
pomarańczowej. Kiedy wybiła godzina 20.00 pojawiłyśmy się w sali
balowej.
Była
przepięknie wystrojona! Orkiestra w kącie grała przyjemną
dla ucha melodię, uformowało się już wiele tańczących par.
Zostali zaproszeni wszyscy mieszkańcy Księżycowego Królestwa oraz
delegacje z innych planet. Widziałam po moich przyjaciółkach, że
aż promienieją ze szczęścia. Sama jednak czułam się odrobinę
zdezorientowana... i z tylko mi bliżej znanych powodów odrobinę
smutna.
Na
podium pojawił się mój tata.
- Moi mili goście! - ogłosił – chciałbym serdecznie powitać was na naszych inauguracyjnym balu z okazji rozpoczęcia nowego dla nas Millenium oraz wznieść toast za naukę przyszłej królowej Księżycowego Królestwa, Serenity oraz jej towarzyszek : Sailor Mercury, Venus, Mars i Jupiter!
Na
sali wybuchła burza oklasków.
- Bawcie się zatem goście i życzę wam udanego wieczoru!
Pewien
młodzieniec o białych włosach poprosił mnie do tańca.
- Bardzo miło mi poznać, księżniczko Serenity! - ukłonił się – jestem Helios.
- Bardzo mi miło, Heliosie!
- Ten bal jest niesamowity! - chłopiec cieszył się niezmiernie – pierwszy raz jestem na imprezie!
- Ja też – zaśmiałam się – i to na dodatek bal na moją cześć! To troszkę niezręczne.
- Eee tam, ja bym się cieszył! Tak rzadko mam okazję spotkać kogoś poza swojej planety.
- Skąd jesteś? - zapytałam w ciekawości.
Jednak
Helios uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
- Nie mogę Ci powiedzieć. Jestem tutaj tylko dzięki mojemu dobremu koledze. Pozwolił mi przylecieć ze sobą. Miejsce z którego pochodzę, nie jest dostępne dla mieszkańców Księżyca.
Zrobiłam
wielkie oczy. Miejsce niedostępne dla mieszkańców Księżyca?
Przecież nasze królestwo jest najważniejsze w całej galaktyce!
Czy Luna i Artemis wiedzą o tym miejscu?
Ledwo
zdążyłam zadawać kolejne pytanie, piosenka się skończyła i
uroczy młodzieniec ucałował moją dłoń.
- Do zobaczenia Serenity, mam nadzieję – uśmiechnął się i szybko zniknął w tłumie.
Czułam
się zdezorientowana. Chyba nawał informacji ostatnio mnie
przytłacza. Z zamyślenia wyrwała mnie kolejna osoba, która do
mnie podeszła. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Przede mną stał ów mężczyzna, którego spotkałam wczoraj na Ziemi! Czułam,
że policzki płoną mi ze wstydu i zaskoczenia.
- Witam Cię, księżniczko Serenity! - ukłonił się dostojnie – nazywam się Endymion, książę Złotego Królestwa na Ziemi. Czy mógłbym prosić do tańca?
Nie
byłam w stanie nic odpowiedzieć. Byłam wpatrzona w niego jak
obrazek. Książę ziemskiego królestwa? To mój luby? Endymion
wystawił do mnie dłoń, jego wzrok był pytający. Ten moment
ciągnął się w nieskończoność. Onieśmielona, bardzo powoli
wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Rozpoczął się nasz pierwszy
taniec. Byłam tak przerażona tą sytuacją, że bałam się
podnieść na niego wzrok. On, silny i milczący, nie odzywał się
długo. W pewnym momencie tej piosenki nie wytrzymałam.
- Co tutaj robisz? Ziemianie nie mogą nas odwiedzać.
Chyba
to pytanie było dla niego mocno dezorientujące.
- Oczywiście, że tak. Nie jestem jednak zwykłym ziemianinem. Jestem tutaj w delegacji z naszego królestwa, które z wami współpracuje. Mój tato, ze względu na zły stan zdrowia nie mógł się na niego wybrać. Przyleciałem tutaj ze swoimi generałami. Dostaliśmy zaproszenie.
- Na moim szkoleniu powiedzieli nam, że musimy na was uważać. Że Ziemianie są niebezpieczni.
Spojrzałam
w twarz Endymiona. Znów był zaskoczony.
- To nieprawda. Oczywiście, nie wszyscy o was wiedzą. Prawdę mówiąc, nawet nikt. Ale Ziemianie nie są złymi istotami, Serenity. Mam nadzieję, że będziesz się mogła o tym przekonać. Jesteśmy mili, ciepli, uprzejmi. Jesteśmy tacy jak wy, niczym się nie różnimy. A nasza planeta oraz jej bogactwa stwarzają wiele możliwości – uśmiechnął się – niestety, mój czas dobiega końca i muszę wracać! Życzę udanej zabawy.
Och
Endymionie! Gdybyś tylko wiedział, jak bardzo chciałabym
dowiedzieć się na ten temat więcej, niż tylko to, co wiem na
podstawie jednej wizyty! Piosenka skończyła się.
Endymion
ukłonił się i podziękował za taniec. Odszedł w stronę
korytarza wejściowego, zostawiając mnie na środku sali. Nie mogłam
zaczerpnąć tchu. Już wiedziałam co się stało. Tak, wtedy w
ogrodzie, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja, księżniczka
Serenity, przyszła królowa Księżycowego Królestwa zakochałam
się w księciu Endymionie, następcy tronu Złotego Królestwa na
Ziemi, której to planety i mieszkańców powinniśmy się
szczególnie wystrzegać i raz do czasu utrzymywać stosunki
dyplomatyczne. Czarne chmury zebrały się nad moją głową. Co ja
miałam dalej począć z moją miłością?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz