Pewnego
wieczoru przy kolacji Venus niespodziewanie oznajmiła nam, że musi
podzielić się z nami super tajną informacją! Widać było, że aż
pali się aby ją ujawnić! Umówiłyśmy się wieczorem po kąpieli
w sypialniach, aby mieć pewność, że nikt nas nie podsłucha.
- Odkryłam nowe tajemnicze miejsce w pałacu – oznajmiła.
- To niemożliwe! - powiedziałam – mieszkam tutaj 16 lat, pałac znam jak własną kieszeń.
- Czyżby? - zapytała Venus – a tajemne przejście za salą balową znasz?
Zdumiłam
się... tajemne przejście?
- Widziałaś dokąd prowadzi?- zapytała Mercury
- Do wysokiej komnaty. Na środku sali stoi piękna kryształowa wieża – opowiedziała Venus – widziałam jak tata Serenity tam wchodzi i poszłam za nim. Poszedł do wierzy, uklęknął i zaczął coś szeptać. Nie słyszałam co i bałam się podejść bliżej. Wycofałam się.
- Jak myślicie co to może być? - podekscytowana się Mars
- Srebrny Kryształ? - zaproponowała Jupiter
- Srebrny Kryształ jest małym kamieniem, głupolu! - odkrzyknęła Mars
- Dlaczego Luna i Artemis nic nie powiedzieli? - spytałam
- Może jeszcze nie było o tym lekcji? - zapytała Mercury
- Albo to nic istotnego – powiedziała Jupiter
- Czy wtedy ta komnata byłaby ukryta? - swoją wątpliwość wyraziła Venus.
Dyskutowałyśmy
długo o tym, jakie może być przeznaczenie komnaty. Dziewczyny
ustaliły, że nie możemy zapytać o to Luny i Artemisa, aby nie
wpędzić Venus w kłopoty. Po tym wszystkim położyłyśmy się
spać.
Ja
jednak nie mogłam zasnąć. Wiedziałam, że muszę zobaczyć
kryształową wieżę na własne oczy. Upewniłam się, że
dziewczyny śpią i wymknęłam się do sali balowej. Venus dokładnie
powiedziała mi, gdzie znajduje się przejście. Nie było aż tak
trudno go znaleźć. Na cegle zaznaczony był mały półksiężyc.
Popchnęłam cegłę i szczelina uchyliła się. Wślizgnęłam się
do długiego i ciemnego korytarza. Szłam powoli, wzdłuż ściany i
po chwili ukazała się moim oczom wysoka komnata, a na środku
świeciła się pięknym blaskiem kryształowa wieża. Podeszłam
bliżej. Biło od niej ciepło, aż zachęcała by ją dotknąć.
Powietrze w sali też było inne – niemal miałam wrażenie, jakbym
czuła jego podmuch, coś, co ludzie na ziemi nazywają "wiatrem".
I wtedy właśnie stało się coś nieoczekiwanego. Dotknęłam
kryształ i powiedziałam – tak muszą się czuć ludzie na Ziemi.
Kryształ zawibrował mocniej. Był bardzo ciepły. "Tak ciepło
jest pewnie na Ziemi. Chciałabym się tam znaleźć". Sala
zafalowała mocniej i zrobiło się ciemno. Wystraszyłam się, ale
czułam instynktownie, że nie powinnam odrywać ręki od wieży.
Podmuch wiatru pierwszy raz w życiu rozwiał moje włosy i rozbłysło
światło. Przez długi moment nic nie widziałam, a gdy atmosfera
wróciła do normy, stałam już w ogrodzie, obok wielkiego szarego
głazu z symbolem półksiężyca. Przez chwilę myślałam, że
jestem w ogrodzie przy Księżycowym Pałacu, lecz coś się
zmieniło. Powietrze było bardziej rześkie. Wiatr lekko muskał
moje odkryte ramiona. Słychać było szum rzeczki i śpiew ptaka.
Znalazłam się na Ziemi.
Bardzo
niepewnie oddaliłam się od głazu w głąb ogrodu. Och, jakie to
było piękne! Barwy kwiatów były takie żywe! Czuć było, jak
słodko pachną! Księżyc świecił jasno i czułam, jakbym
wędrowała w świetle słońca. Nie myślałam w tym momencie o tym,
jak wrócę do domu i czy ktoś mnie zobaczy. Chłonęłam magię
barw, zapachów i dźwięków. Dotykałam trawy i drzew. Były takie
realne!
Doszłam
do wysokiego murku, zwieńczonego bramą. Podeszłam bliżej.
Usłyszałam jakiś głos. Przestraszona, przykucnęłam pod krzakiem
róży.
- Panie mój, kolacja jest już gotowa. Życzysz sobie zjeść w ogrodzie?
- Dziękuję, Jadeite. Za chwilę przyjdę.
Głos
należał do dwóch mężczyzn. Wychyliłam się zza murka.
Jeden
z nich był ubrany w szary mundur i właśnie oddalał się w stronę
pałacu, znajdującego się na końcu ogrodu. Mój wzrok przykuł
jednak ten mężczyzna, który siedział na ławce obok fontanny.
Był
to najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Miał na
sobie czarny, dostojny mundur i idealnie dobraną pelerynę. Ciemne
włosy opadały na jego bladą, pociągłą twarz. Ciepłe niebieskie
oczy patrzyły wysoko ponad drzewa. Był jednocześnie bardzo męski
i delikatny. Wyglądał na wspaniałego wojownika. Mężczyzna
uśmiechnął się ciepło na widok wiewiórek nieśmiało
umykających po grządkach z kwiatami. Na ten widok poczułam
niesamowite ciepło w okolicach serduszka. Chwilę później wstał i
również oddalił się w kierunku pałacu. Kim on był? Był
doskonale piękny... Czy jeszcze go zobaczę?
Już
wiedziałam – będę musiała wrócić tutaj jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz