serenity&endymion

serenity&endymion

czwartek, 5 maja 2016

-6-

Pewnego wieczoru przy kolacji Venus niespodziewanie oznajmiła nam, że musi podzielić się z nami super tajną informacją! Widać było, że aż pali się aby ją ujawnić! Umówiłyśmy się wieczorem po kąpieli w sypialniach, aby mieć pewność, że nikt nas nie podsłucha.
  • Odkryłam nowe tajemnicze miejsce w pałacu – oznajmiła.
  • To niemożliwe! - powiedziałam – mieszkam tutaj 16 lat, pałac znam jak własną kieszeń.
  • Czyżby? - zapytała Venus – a tajemne przejście za salą balową znasz?
Zdumiłam się... tajemne przejście?
  • Widziałaś dokąd prowadzi?- zapytała Mercury
  • Do wysokiej komnaty. Na środku sali stoi piękna kryształowa wieża – opowiedziała Venus – widziałam jak tata Serenity tam wchodzi i poszłam za nim. Poszedł do wierzy, uklęknął i zaczął coś szeptać. Nie słyszałam co i bałam się podejść bliżej. Wycofałam się.
  • Jak myślicie co to może być? - podekscytowana się Mars
  • Srebrny Kryształ? - zaproponowała Jupiter
  • Srebrny Kryształ jest małym kamieniem, głupolu! - odkrzyknęła Mars
  • Dlaczego Luna i Artemis nic nie powiedzieli? - spytałam
  • Może jeszcze nie było o tym lekcji? - zapytała Mercury
  • Albo to nic istotnego – powiedziała Jupiter
  • Czy wtedy ta komnata byłaby ukryta? - swoją wątpliwość wyraziła Venus.
Dyskutowałyśmy długo o tym, jakie może być przeznaczenie komnaty. Dziewczyny ustaliły, że nie możemy zapytać o to Luny i Artemisa, aby nie wpędzić Venus w kłopoty. Po tym wszystkim położyłyśmy się spać.
Ja jednak nie mogłam zasnąć. Wiedziałam, że muszę zobaczyć kryształową wieżę na własne oczy. Upewniłam się, że dziewczyny śpią i wymknęłam się do sali balowej. Venus dokładnie powiedziała mi, gdzie znajduje się przejście. Nie było aż tak trudno go znaleźć. Na cegle zaznaczony był mały półksiężyc. Popchnęłam cegłę i szczelina uchyliła się. Wślizgnęłam się do długiego i ciemnego korytarza. Szłam powoli, wzdłuż ściany i po chwili ukazała się moim oczom wysoka komnata, a na środku świeciła się pięknym blaskiem kryształowa wieża. Podeszłam bliżej. Biło od niej ciepło, aż zachęcała by ją dotknąć. Powietrze w sali też było inne – niemal miałam wrażenie, jakbym czuła jego podmuch, coś, co ludzie na ziemi nazywają "wiatrem". I wtedy właśnie stało się coś nieoczekiwanego. Dotknęłam kryształ i powiedziałam – tak muszą się czuć ludzie na Ziemi. Kryształ zawibrował mocniej. Był bardzo ciepły. "Tak ciepło jest pewnie na Ziemi. Chciałabym się tam znaleźć". Sala zafalowała mocniej i zrobiło się ciemno. Wystraszyłam się, ale czułam instynktownie, że nie powinnam odrywać ręki od wieży. Podmuch wiatru pierwszy raz w życiu rozwiał moje włosy i rozbłysło światło. Przez długi moment nic nie widziałam, a gdy atmosfera wróciła do normy, stałam już w ogrodzie, obok wielkiego szarego głazu z symbolem półksiężyca. Przez chwilę myślałam, że jestem w ogrodzie przy Księżycowym Pałacu, lecz coś się zmieniło. Powietrze było bardziej rześkie. Wiatr lekko muskał moje odkryte ramiona. Słychać było szum rzeczki i śpiew ptaka. Znalazłam się na Ziemi.
Bardzo niepewnie oddaliłam się od głazu w głąb ogrodu. Och, jakie to było piękne! Barwy kwiatów były takie żywe! Czuć było, jak słodko pachną! Księżyc świecił jasno i czułam, jakbym wędrowała w świetle słońca. Nie myślałam w tym momencie o tym, jak wrócę do domu i czy ktoś mnie zobaczy. Chłonęłam magię barw, zapachów i dźwięków. Dotykałam trawy i drzew. Były takie realne!
Doszłam do wysokiego murku, zwieńczonego bramą. Podeszłam bliżej. Usłyszałam jakiś głos. Przestraszona, przykucnęłam pod krzakiem róży.
  • Panie mój, kolacja jest już gotowa. Życzysz sobie zjeść w ogrodzie?
  • Dziękuję, Jadeite. Za chwilę przyjdę.
Głos należał do dwóch mężczyzn. Wychyliłam się zza murka.
Jeden z nich był ubrany w szary mundur i właśnie oddalał się w stronę pałacu, znajdującego się na końcu ogrodu. Mój wzrok przykuł jednak ten mężczyzna, który siedział na ławce obok fontanny.
Był to najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Miał na sobie czarny, dostojny mundur i idealnie dobraną pelerynę. Ciemne włosy opadały na jego bladą, pociągłą twarz. Ciepłe niebieskie oczy patrzyły wysoko ponad drzewa. Był jednocześnie bardzo męski i delikatny. Wyglądał na wspaniałego wojownika. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło na widok wiewiórek nieśmiało umykających po grządkach z kwiatami. Na ten widok poczułam niesamowite ciepło w okolicach serduszka. Chwilę później wstał i również oddalił się w kierunku pałacu. Kim on był? Był doskonale piękny... Czy jeszcze go zobaczę?
Już wiedziałam – będę musiała wrócić tutaj jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz