Wiedziałam,
że nasze spotkania z Endymionem nie mogą zostać w tajemnicy na zawsze. Podczas
każdego szkolenia byłam rozkojarzona i moje postępy były bardzo powolne. Luna i
Artemis bardzo się tym martwili i ciągle szukali przyczyny mojej słabości.
Minęło
już 3 miesiące szkolenia, więc podczas narady z moimi rodzicami zdecydowano, że
Sailor Venus będzie przywódcą całej grupy w kwestii mojej ochrony. Jednym
słowem, jest ona ,,szefową“ dla Merkury, Mars i Jupiter. Naprawdę dziewczyny
szczerze cieszyły się z jej sukcesu.
Jednak
już tego samego dnia Venus bardzo wzięła sobie do serca obowiązki na swoim
nowym stanowisku. Po kolacji zabrała mnie w ustronne miejsce na balkon i
zaczęła wypytywać:
-
Serenity, tylko proszę, nie kłam
mnie. Czujemy to z dziewczynami, wiemy, że wymykasz się gdzieś w nocy. Czy ma
to związek z tym, co Ci pokazałam za salą tronową?
Nie
mogłam skłamać.
-
Tak
-
Serenity… - westchnęła Venus – to strasznie
nieodpowiedzialne wiesz? I niebezpieczne.
-
Nie…
-
Jako przywódca Twojej ochrony
muszę Ci tego zabronić. Jeśli sytuacja się powtórzy, zgłoszę to
Twojej mamie.
Spojrzałam
na nią ze smutkiem. W jej oczach widziałam troskę. Było mi jej tak szkoda…
Jednak nie mogłam dzisiaj jej posłuchać. Musiałam wymknąć się do Endymiona i w
końcu podjąć decyzję, jak rozwiązać temat naszego związku i widywania się.
Nie
wiedziałam o tym, że Endymion przeszedł dzisiaj identyczną rozmowę z przywódcą
swojej kadry oficerskiej, Kunzite.
Długo
czekałam, żeby dziewczyny zasnęły i cichutko wyślizgnęłam się do wieży. Po
teleportacji zdziwiłam się. Endymiona nie było. Wiem, że przybyłam trochę
później, niż zazwyczaj, ale nawet nie poczekał! Sprawa była jednak nagląca i
nie mogłam czekać. Musiałam po poszukać na własną rękę.
Wyruszyłam wzdłuż grządki z
różami i kierowałam się w stronę tarasu, na którym po raz drugi w ciągu mojej
wizyty ujrzałam Endymiona. Serce waliło mi jak oszalałe. Tak bardzo skupiłam
się na celu, że nie zauważyłam dwóch postaci zbliżających się z prawej strony
między drzewami. Pisnęłam cicho i upadłam za krzak, aby się osłonić. Cudem, nie
zauważyli mnie. To było dwóch generałów, o których opowiadał mi Endymion. Byli
jego towarzyszami. Zażarcie o czymś dyskutowali.
-
Nie możemy na to pozwolić Kunzite –
powiedział oficer z ciemnymi, długimi włosami. – Endymion naraża nas na wielkie
niebezpieczeństwo! Łamie protokół! Co jeśli królowa Serenity się o tym dowie?
Zdegraduje nasze królestwo. Wiesz, że bezpieczeństwo Księżyca jest
najważniejsze. Nas Ziemian nie jest w stanie kontrolować. Jeśli sytuacja
wymknie się spod kontroli, możemy zostać unicestwieni.
-
O czym ty mówisz, Nephrite? –
zdenerwował się ten pierwszy, wysoki mężczyzna o długich, platynowych włosach.
-
Jesteśmy tylko po to, żeby chronić
Ziemi jako strategicznego punktu, z którego można atakować Księżyc. Nie
ukrywajmy Kunzite. Po tylu latach pokoju – co może się wydarzyć? Wszyscy
naturalni wrogowie zginęli setki lat temu. Ochrona Zewnętrznych Planet jest
wystarczająca dla Księżycowego Królestwa. Tak naprawdę, my, nasz zamek, jest
jedynym bezpośrednim łącznikiem z Księżycem. Jeśli ktoś chciałby się tam
dostać, to tylko tędy! Królowa i Król mogłą uznać, że tak naprawdę jesteśmy dla
nich większym niebezpieczeństwem, niż sojusznikiem! Jeśli Endymion nie przerwie
swojego śmiesznego romansu…
-
Rozmawiałem z nim – przerwał Kunzite
– załatwi sprawę jak najszybciej. Powiedział, że ma już plan.
-
Oby – prychnął Nephrite – co mu
przyszło do głowy, ściągać tutaj to dziewuszysko?
Leżałam
na ziemi, ciężko zszokowana. Skąd oni o mnie wiedzą? Widzieli nas? Endymion ma
plan…?
Nagle
uderzyła we mnie pewna prawda. Endymion chce mnie zostawić! To jego plan…
Rozkochał mnie w sobie i teraz mnie zostawi… Wszystkie noce… Rozmowy… Nasz
pocałunek. Było niczym. Łzy leciały mi z oczu i przestałam cokolwiek widzieć.
Venus będzie zachwycona. Sprawa się rozwiązała. Wracam na Księżyc i nigdy już
nie wrócę na tą planetę. Zadała mi tylko ból i cierpienie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz