serenity&endymion

serenity&endymion

niedziela, 17 lipca 2016

-10-



Wiedziałam, że nasze spotkania z Endymionem nie mogą zostać w tajemnicy na zawsze. Podczas każdego szkolenia byłam rozkojarzona i moje postępy były bardzo powolne. Luna i Artemis bardzo się tym martwili i ciągle szukali przyczyny mojej słabości.
Minęło już 3 miesiące szkolenia, więc podczas narady z moimi rodzicami zdecydowano, że Sailor Venus będzie przywódcą całej grupy w kwestii mojej ochrony. Jednym słowem, jest ona ,,szefową“ dla Merkury, Mars i Jupiter. Naprawdę dziewczyny szczerze cieszyły się z jej sukcesu.
Jednak już tego samego dnia Venus bardzo wzięła sobie do serca obowiązki na swoim nowym stanowisku. Po kolacji zabrała mnie w ustronne miejsce na balkon i zaczęła wypytywać:
-          Serenity, tylko proszę, nie kłam mnie. Czujemy to z dziewczynami, wiemy, że wymykasz się gdzieś w nocy. Czy ma to związek z tym, co Ci pokazałam za salą tronową?
Nie mogłam skłamać.
-          Tak
-          Serenity… - westchnęła Venus – to strasznie nieodpowiedzialne wiesz? I niebezpieczne.
-          Nie…
-          Jako przywódca Twojej ochrony muszę Ci tego zabronić. Jeśli sytuacja się powtórzy, zgłoszę to Twojej mamie.
Spojrzałam na nią ze smutkiem. W jej oczach widziałam troskę. Było mi jej tak szkoda… Jednak nie mogłam dzisiaj jej posłuchać. Musiałam wymknąć się do Endymiona i w końcu podjąć decyzję, jak rozwiązać temat naszego związku i widywania się.
Nie wiedziałam o tym, że Endymion przeszedł dzisiaj identyczną rozmowę z przywódcą swojej kadry oficerskiej, Kunzite.
Długo czekałam, żeby dziewczyny zasnęły i cichutko wyślizgnęłam się do wieży. Po teleportacji zdziwiłam się. Endymiona nie było. Wiem, że przybyłam trochę później, niż zazwyczaj, ale nawet nie poczekał! Sprawa była jednak nagląca i nie mogłam czekać. Musiałam po poszukać na własną rękę.
Wyruszyłam wzdłuż grządki z różami i kierowałam się w stronę tarasu, na którym po raz drugi w ciągu mojej wizyty ujrzałam Endymiona. Serce waliło mi jak oszalałe. Tak bardzo skupiłam się na celu, że nie zauważyłam dwóch postaci zbliżających się z prawej strony między drzewami. Pisnęłam cicho i upadłam za krzak, aby się osłonić. Cudem, nie zauważyli mnie. To było dwóch generałów, o których opowiadał mi Endymion. Byli jego towarzyszami. Zażarcie o czymś dyskutowali.
-          Nie możemy na to pozwolić Kunzite – powiedział oficer z ciemnymi, długimi włosami. – Endymion naraża nas na wielkie niebezpieczeństwo! Łamie protokół! Co jeśli królowa Serenity się o tym dowie? Zdegraduje nasze królestwo. Wiesz, że bezpieczeństwo Księżyca jest najważniejsze. Nas Ziemian nie jest w stanie kontrolować. Jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, możemy zostać unicestwieni.
-          O czym ty mówisz, Nephrite? – zdenerwował się ten pierwszy, wysoki mężczyzna o długich, platynowych włosach.
-          Jesteśmy tylko po to, żeby chronić Ziemi jako strategicznego punktu, z którego można atakować Księżyc. Nie ukrywajmy Kunzite. Po tylu latach pokoju – co może się wydarzyć? Wszyscy naturalni wrogowie zginęli setki lat temu. Ochrona Zewnętrznych Planet jest wystarczająca dla Księżycowego Królestwa. Tak naprawdę, my, nasz zamek, jest jedynym bezpośrednim łącznikiem z Księżycem. Jeśli ktoś chciałby się tam dostać, to tylko tędy! Królowa i Król mogłą uznać, że tak naprawdę jesteśmy dla nich większym niebezpieczeństwem, niż sojusznikiem! Jeśli Endymion nie przerwie swojego śmiesznego romansu…
-          Rozmawiałem z nim – przerwał Kunzite – załatwi sprawę jak najszybciej. Powiedział, że ma już plan.
-          Oby – prychnął Nephrite – co mu przyszło do głowy, ściągać tutaj to dziewuszysko?
Leżałam na ziemi, ciężko zszokowana. Skąd oni o mnie wiedzą? Widzieli nas? Endymion ma plan…?
Nagle uderzyła we mnie pewna prawda. Endymion chce mnie zostawić! To jego plan… Rozkochał mnie w sobie i teraz mnie zostawi… Wszystkie noce… Rozmowy… Nasz pocałunek. Było niczym. Łzy leciały mi z oczu i przestałam cokolwiek widzieć. Venus będzie zachwycona. Sprawa się rozwiązała. Wracam na Księżyc i nigdy już nie wrócę na tą planetę. Zadała mi tylko ból i cierpienie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz