Wieczorem
właściwie żadna z nas nie mogła do końca pozbierać się po tym
co usłyszałyśmy. Nie wszyscy byli gotowi na takie informacje.
Dziewczyny były poruszone rolami Saturna, Neptuna, Urana i Plutona.
Ja natomiast ciągle myślałam o złej opinii, jaką mieszkańcy
Ziemi wystawiali swojej planecie. Nadmiar informacji spowodował, iż
długo nie mogłyśmy zasnąć, więc rozmawiałyśmy prawie całą
noc. Cieszyłam się, że podczas treningu mieszkamy razem i śpimy w
jednej komnacie – czułam, jak rośnie między nami silna więź.
Coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń. Dziewczyny dopełniały
mnie idealnie.
Kolejne
dni były nie mniej emocjonujące. Doszła również kwestia
treningów. Och, jakie to było męczące! Ale po kolei.
Rano po
śniadaniu zbierałyśmy się w sali wykładowej i przechodziłyśmy
krótki test wiedzy z poprzednich zajęć. Prowadził go Artemis.
Och, jaki był zły gdy ktoś się pomylił! Dostawałyśmy wtedy
karne zadania do wykonania, jako pracę domową. Ciężko nad
wszystkim pracowałyśmy. Akurat w tej dziedzinie najwięcej wymagano
ode mnie. Musiałam uczyć się na pamięć prawa, hymnów, historii,
zwrotów grzecznościowych. Sailor Mercury była w tym najlepsza.
Bardzo nam pomagała. Ustalała plan powtórek i odrabiania zadań
wieczorem. Oczywiście, było przy tym dużo śmiechu i dokuczania
sobie nawzajem. Może nawet troszkę za dużo – szczególnie łatwo
się rozpraszam. Jednak kary od Artemisa szybko dały mi w kość.
Było mi troszkę wstyd, gdy zauważyłam, że od razu na początku
mocno odstawałam od reszty. Jestem leniuchem! Nie da się ukryć.
Mercury jednak wie dobrze, jak nas zmotywować.
Po
porannych wykładach jemy pyszny obiadek (tak nawiasem mówiąc –
moja ulubiona część dnia!). Krótka chwila odpoczynku, gdzie
przeważnie korzystamy z urokliwych widoków z balkonu na ogród i
wygodnych huśtawek. Zabawa na nich czasem jest zbyt zajmująca,
przez co pierwszego dnia spóźniłyśmy się na nasz popołudniowy
trening. I znowu – karne okrążenia placu, zadane przez Lunę!
Jestem straszna noga, jeśli chodzi o ćwiczenia! Tutaj najlepsza
jest Sailor Jupiter i Sailor Venus. Nie ma lepszej wojowniczki, niż
Jupiter! Zdradziła nam, że sztuki walki ćwiczyła już dużo
wcześniej. Uczymy się wykopów, ciosów i blokowania przeciwnika.
Walczymy na hologramach, specjalnie przygotowanych przez moją mamę.
To dawni dzielni wojownicy Księżycowego Królestwa. Ich wspomnienie
zostaje zapisane w specjalnych programach treningowych. Poziom
podstawowy jest taaaki trudny! Boję się bardzo, kiedy myślę o
tym, co będzie dalej. Jupiter pomaga mi dużo na treningach walki.
Za to Venus jest najlepszą akrobatką. Podskoki, przewroty,
pokonywanie toru przeszkód to jej żywioł. Razem z Venus zawsze
wykonujemy dodatkowe okrążenie na placyku. Ona wspiera moje dążenie
do dobrej kondycji. Jest taka kochana!
Jednak
najbardziej przełomowym momentem w naszych treningach okazały się
dodatkowe zajęcia, które Luna z Artemisem przez pierwsze tygodnie
trzymali w tajemnicy...
- Każda z was jest wyjątkowa – powiedziała któregoś dnia Luna – dzisiaj przekonacie się o tym, jak bardzo.
- Co się dzieje? - zapytałam podekscytowana.
- Wspominałam wam już o tym, że wojowniczki Zewnętrznego Układu Słonecznego posiadają magiczne moce, które pozwalają im na rzucanie zaawansowanych zaklęć – powiedziała Luna – wy też posiadacie te moce.
- AAAA!! - okrzyk naszej radości rozległ się na cały zamkowy dziedziniec,
- Będziemy mogły latać? - skakała z radości Venus
- Będziemy przemieszać się z prędkością światła! - krzyczała Mars
- Będę mogła rzucać uroki na pięknych młodych mężczyzn – śmiała się rozradowana Jupiter.
- Nie, nie, nie – Artemis nie mógł wytrzymać ogólnej radości i roześmiał się – ale gwarantuję, że też wam się spodoba.
Luna
podeszła, niosąc w pyszczku kuferek. Postawiła go przed nami.
- Najpierw towarzyszki księżniczki – powiedziała – podejdźcie i wybierzcie różdżki z waszymi znakami planetarnymi.
Dziewczyny
sięgnęły do kuferka i odnalazły odpowiednie różdżki. Były
zgrabne i takie słodkie!
- Każda z waszych planet szczyci się tym, że opanowała inny żywioł – wytłumaczyła Luna – będziecie mogły władać zaklęciami ściśle powiązanymi z tymi żywiołami.
I tak:
Sailor Mercury miała panować nad mocą wody. Sailor Mars władała
potęgą ognia. Sailor Jupiter potrafiła ujarzmić błyskawice.
Natomiast Sailor Venus kontrolowała moc światła. Już wkrótce
miały nauczać się rozbudzać swoje moce i uczyć się coraz
bardziej zaawansowanych ataków.
- A co ze mną? - zapytałam zawiedziona – jaką moc ja posiadam?
- Droga Serenity – rzekł Artemis – ty będziesz władała najbardziej cennym artefaktem w naszym Królestwie.
- Czy to jest...? - nie mogłam uwierzyć.
- Tak. To słynny Srebrny Kryształ Iluzji twoich rodziców. - powiedziały koty – Ich moc jest najczystszą energią, jaka istnieje we Wszechświecie. Przynosi ukojenie, ból, przemianę, odkupienie – wszystko, czego wymagana sytuacja, w którym będziesz go używała. To bardzo odpowiedzialne zajęcie, Serenity. Będziesz potrzebowała ogromu pracy, aby móc nad nim świetnie zapanować.
Dziewczyny
spojrzały na mnie z zachwytem. Będę posiadała najpiękniejszy i
najpotężniejszy Kryształ Świata! Nie mogłam się już doczekać,
kiedy zaczniemy uczyć się naszych zaklęć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz